Ten przepis to kwintesencja jesieni, a zarazem taka zdrowsza wersja comfort food, czyli jedzenia, które jest nam znajome (z domu rodzinnego, dzieciństwa, świąt z dziadkami) i sprawia, że jedząc je czujemy się lepiej. Piszę zdrowsza wersja, bo zamiast masła jest olej – to dla tych, którzy uważają na swój cholesterol. Dodatkowo jest tu puree z dyni, która jest znaną wszystkim królową jesieni i to w dodatku bardzo zdrową królową. Dodaje nam oprócz witamin, białka i minerałów, również pięknego ciemno złocistego, jesiennego koloru i zapewnia chałce wspaniałą wilgotność i delikatność, że nie wspomnę o walorach smakowych. Ja jeszcze dodałam do ciasta suszonej żurawiny, bo bardzo ją lubię, jest zdrowa i pasuje do dyni. No same dobre rzeczy w tym cieście. Klasycznie to przepis na chałkę, ale jeśli nie macie ochoty na zabawy z zaplataniem chałki to można wsadzić ciasto do formy i będzie wyglądać na przykład na słodki chlebek z foremki lub brioszkę. Typowa brioszka zawiera bardzo duże ilości masła, więc ta nasza brioszka dostaje swoje imię głównie za wygląd. Pod względem ilości kalorii i wartości odżywczych ten przepis wygrywa z klasyczną brioszką. Ja w swoim wypieku użyłam dyni o bardzo zwartej strukturze, która miała w sobie niewiele wody. Jeśli wasza dynia po uduszeniu okaże się wodnista, to połóżcie puree na sitku (tak na kilkanaście minut do godziny), żeby ją porządnie odsączyć.



Muszę tu wspomnieć również o szałwii, której to użyłam w tym przepisie. Szałwia i dynia żyją w wielkiej przyjaźni i właśnie szałwia dodaje tą kolejną warstwę smakową. Listki szałwi (tak około 10-12) smażcie na oleju na średnim ogniu, aż olej będzie pięknie pachniał szałwią, a szałwia zrobi się kucha. Ten sam schłodzony olej możemy użyć do samego ciasta, a liście szałwi siekamy i również dodajemy do ciasta, wraz z żurawiną.
Olej (najlepiej bezwonny) ¼ filiżanki
Drożdże 30g
Mleko lub woda 1 ¼ filiżanki
Mąka uniwersalna 750 – 800g (5 ½ – 6 filiżanek)
Cukier ¾ filiżanki (160g) plus 1 łyżeczka
Szczypta soli
Puree z dyni ⅔ filiżanki
Jaja 3 (w temperaturze pokojowej)
Suszona żurawina ½ – ¾ filiżanki
Liście szałwi 10 – 12 (usmażone na oleju i posiekane)
1 żółtko plus 2 łyżki mleka do posmarowania wierzchu ciasta


Pierwsze rośnięcie ciasta drożdżowego


Drugie rośnięcie ciasta. Przechowane przez noc w lodówce. Tak, tak, ona tam rownież rośnie.

Ja ciasta drożdżowe zwykle zaczynam przygotowywać dzień wcześniej od pieczenia, po południu. Stosuję metodę podwójnego rośnięcia ciasta. W tym wypadku to drugie rośnięcie następuje w lodówce, gdzie zostawiam je na noc. Podwójne rośnięcie daje ciastu ładniejszą i delikatniejszą strukturę. Do ciepłego (ale nie gorącego) mleka czy też wody wsypuję drożdże i łyżeczkę cukru. Odstawiam na około 10-15 minut aż się zacznie pienić, co potwierdzi również, że drożdże działają. Do miksera wkładam filiżankę mąki, puree z dyni, sól, cukier i olej i mieszam razem. Dodaję jaja, żurawinę, siekaną szałwię, spienione drożdże i ciągle mieszając dodaję stopniowo resztę mąki po filiżance. Jeśli wyda się wam ono zbyt rzadkie, to dosypcie jeszcze stopniowo trochę mąki, tak około ½ filiżanki. Teraz na średnich obrotach mieszam ciasto przez co najmniej 10 minut. Po tym czasie przykrywam miskę z ciastem ściereczką lub większym workiem foliowym i odstawiam do wyrośnięcia na około 1-2 godziny. Powinno podwoić swoją objętość.
Gdy już odpowiednio wyrośnie, wyjmijcie ciasto z misy. Ono wówczas opadnie. Wysmarujcie misę olejem, włóżcie ciasto ponownie do misy, przykryjcie ją folią i włóżcie do lodówki na noc. Gdy wyjmiecie misę z lodówki następnego dnia (może to być rano lub po południu) zauważycie, że ciast więcej niż podwoiło swoją objętość. Powierzchnia ciasta będzie ładna i gładka. Teraz należy podzielić ciasto na dwie równe części. Ja jedną część umieściłam w wysmarowanej olejem foremce, takiej na keks, ale może być na brioszkę lub inna okrągła. Pamiętajcie tylko, żeby przed włożeniem ciasta do formy ukształtować je podwijając brzegi ciasta pod spód, starając się uzyskać gładką i równą powierzchnię.
Drugą połowę ciasta można zapleść w warkocz na kształt chałki. I tutaj techniki i sposoby są przeróżne, niektóre bardzo skomplikowane. Można to zrobić zaplatając ciasto z dwóch, trzech a nawet pięciu wałeczków. Dobre instrukcje znależć można na You Tubie. Bardzo łatwo jest zapleść warkocz z trzech wałeczków, tak jak się plecie warkocz z włosów. Jeśli w tym wypadku chcecie uzyskać kształt wrzeciona waszej chałki to wałeczki również powinny przypominać wydłużone wrzeciono. Ja zastosowałam metodę dwóch wałeczków. Moje dwa wałki miały długość ponad 30 cm. Ułożyłam je na stole na krzyż i zaczęłam przekładać (krzyżować) te części wałeczka, który był na spodzie. Powtarzałam to na przemian, aż do końca. Końcówki podłożyłam delikatnie pod spód i odłożyłam chałkę na blachę do wyrośnięcia. Czas wyrastania był około dwóch godzin, bo ciasto było mocno schłodzone przez noc. Chałka i brioszka podwoiły swoją objętość.











Warkocz chałki po spleceniu, ale jeszcze przed finałowym rośnięciem.

Ciasto po finałowym rośnięciu. Teraz tylko glazura z żółtka i mleka i do piekarnika.

Około dwudziestu minut przed zakończeniem rośnięcia włączyłam piekarnik, nastawiając go na 180 C. Przed włożeniem ciasta do piekarnika posmarowałam je żółtkiem rozbełtanym z mlekiem. To zapewnia piękny brązowy kolor.Ciasto należy obrócić w piekarniku po 20 minutach i piec kolejne 15-20 minut. Sprawdźcie jak zwykle patyczkiem, czy jest upieczone w środku. Po wyjęciu z piekarnika powinno ostygnąć zanim zabierzecie się za pałaszowanie. Ja lubię takie ciasto z konfiturą.









